Au Pair w Australii. Wywiad z Michaliną.

10:48

Au Pair w Australii – jak wygląda? jak pojechać? co warto wiedzieć? O tym przeczytacie w wywiadzie z Michaliną Kupper, miłośniczką podróży, która w 2016 poleciała do Australii i spędziła tam prawie 9 miesięcy jako Au Pair.


Au Pair, to program wymiany kulturowej, ale także Au Pair nazywamy samą osobę, która oferuje pomoc w opiece nad dziećmi w zamian za możliwość zamieszkania w domu rodziny goszczącej za granicą.
Au Pair; Australia
fot. archiwum własne Michaliny Kupper

Michalino, skąd pomysł na Australię?

Nie myślałam o tym, nie planowałam wyjazdu, ale gdy zmarł mój dziadek, który przez dwa lata grał w piłkę w Australii, to w głowie pojawił się pomysł:

„Może by tak pojechać do tej Australii, o której dziadek tyle opowiadał, żeby to zobaczyć.”

Największym problemem było to, że aby pojechać do Australii to po pierwsze, trzeba mieć czas, a po drugie – sporo kasy, bo nawet jak się weźmie namiot to i tak koszty są dość duże. Szybko o tym zapomniałam, ale dosłownie od następnego dnia Australia zaczęła mnie prześladować: a to jakaś wystawa w Empiku, albo wizyta kolegi z couchsurfing, który okazuje się być Australijczykiem. Codziennie coś się działo. Myślałam, że zwariuję. Stwierdziłam, może to jednak znak i może jednak bym tam pojechała... Dobra, czas sobie wygospodaruję, ale co z pieniędzmi? Przecież w miesiąc tyle nie zarobię... No i tak trochę od niechcenia zaczęłam w Google szukać pracy w Australii. W ten sposób znalazłam ogłoszenie, gdzie właśnie szukali kogoś do opieki nad dziećmi, napisałam do nich i już po kilku dniach dostałam odpowiedź „Welcome!”, pomyślałam, że teraz to już muszę jechać.
Au Pair; Australia
Po lewej Dziadek i Babcia 1978, po prawej wnuczka 2016, fot. archiwum własne Michaliny Kupper

Jak Ci się mieszkało z tą pierwszą rodzinką?

Trafiłam do australijskiej rodziny, gdzie była czwórka dzieci od 3 do 12 lat. To była taka zupełnie inna rodzina niż w Polsce, dzieci były takie kompletnie nieporadne. Mój sukces był taki, że nauczyłam ich po sobie odnosić talerze do kuchni. Jednak ich mama oczekiwała, że ja będę za nich wszystko robić, a ja, jako osoba, która ma parę lat doświadczenia w pracy z młodzieżą, jako osoba, która studiowała pedagogikę, chciałam kierować się dobrymi metodami, czyli nie robienie za dzieci wszystkich spraw, ale pomaganie im. Wiem, że to nie jest moja rodzina i mam tylko wspomagać w wychowaniu dzieci, ale trochę inaczej widzieliśmy tę sprawę...
Przeprowadziliśmy się do Sydney, przejechaliśmy całą Australię, a następnego dnia mieliśmy takie spięcie, że wiedzieliśmy, że się rozstaniemy. Polegało to na tym, że gdy mama rano nie poszła do pracy i zobaczyła, jak się z dziećmi przygotowujemy do szkoły, czyli dzieciaki dają rady sobie same, a ja im pomagam, to jej to bardzo nie pasowała, bo uważała, że muszę wszystko robić za nich, albo po prostu być przy nich, a nie ogarniać kuchnię w tym czasie. No i już następnego dnia ona mi podziękowała i powiedziała, że chyba się rozstaniemy.
Au Pair; Australia

fot. archiwum własne Michaliny Kupper

Jak rozumiem, na szybko szukałaś inną rodzinę

Następnie znalazłam polską rodzinę i... to była najgorsza rodzina z trzech, gdzie pracowałam. Wtedy też zalogowałam się na stronę dla Au Pair (zauważyłam, że na tej stronie wynagrodzenie jest mniejsze, niż gdy szukałam, tak poprzez ogłoszeń poprzez Internet).   Jednak pomimo wszystko się zgodziłam nawet na mniejsze pieniądze. Opiekowałam się jednym, półtorarocznym chłopcem. On przy mnie zaczął chodzić, mówić, był przekochany! Jednak okazało się, że jego mama była kompletną pedantką, a cały dom miała na biało. Moim obowiązkiem według ustaleń było podstawowe sprzątanie, ale jako członek rodziny, więc dbałam o porządek, a ona oczekiwała, że normalnie każdy włos, każdą okruszynkę muszę podnieść tu i teraz. Nawet jak chciałam z tym dzieckiem coś porobić, co będzie dobre dla jego rozwoju, to musiałam je posadzić i co chwilę coś tam sprzątać. Pamiętam, to było okropne, czułam się jak niewolnica... Z drugiej strony też nie mogłam nic zrobić, bo w tym czasie też mnie okradziono*, więc musiałam najpierw zarobić.  Po dwóch miesiącach zaczęłam szukać kolejnej rodziny.
Au Pair; Australia; Góra Kościuszki; Korona Ziemi
Góra Kościuszki - jeden ze szczytów Korony Ziemi ( i ostatni dla Michaliny) fot. archiwum własne Michaliny Kupper

Do trzech razy sztuka?

Samodzielnie poprzez ogłoszenia znalazłam kolejną rodzinę i to był strzał w dziesiątkę! Mam nadzieję, że mi się nawet uda ich odwiedzić lub znów pojechać do nich jako Au pair. To była rodzina w średnim wieku, mieli czteroletnią córkę i byli ludźmi, którzy dobrze zarabiali, nie dbali już tak szalenie o porządek i ogółem, byli mega wyluzowani, jak typowi Australijczycy.
Z nimi nawet zobaczyłam, jak żyją Aborygeni, co było niesamowite. Gdy szperałam w internecie w poszukiwaniu informacji, to okazało się, że raczej nie ma szans ich odwiedzić "w rezerwatach", biali nie mają tam wstępu, zresztą Aborygeni nie są zbyt chętni dzielić się swoimi tradycjami i kulturą. W sumie to ich rozumiem, po tylu latach eksterminacji...

Lot, wizę, nawet rodzinę załatwiałaś sama. Na co zwrócić uwagę?

Po pierwsze upewnij się, że ta rodzina, którą chcesz wybrać pasuje i jesteś gotowa z nią mieszkać, bo to oznacza, że będziesz z nią spędzała prawie cały swój czas. Warto omówić wszystko: ile godzin dziennie pracujesz, jak wygląda sprawa z wakacjami i w święta, gdzie dokładnie mieszkają, czy możesz w wolnym czasie korzystać z jakiegoś roweru/samochodu, a najważniejsze sposób wychowania dzieci (jak opowiadałam z tą pierwszą mamą, która robiła za nich wszystko). Oczywiście rodzina goszcząca nie odpowie tak wprost, że jest pedantem czy że właśnie tak wychowuje dzieci, dlatego najlepiej przygotować jakieś pytania lub przedstawić swoją wizję i swój sposób. Upewnij się, co wchodzi w Twoje obowiązki, bo to nie będzie miłe wspomnienie, jeśli ktoś będzie Ciebie widział jako sprzątaczkę.
Jeśli to rodzina, która szuka już kolejnej Au Pair-ki, to poproś kontakt do poprzedniej, wtedy możesz coś dopytać.
Au Pair; Australia
fot. archiwum własne Michaliny Kupper

Coś na temat Wizy?

Warto załatwić sobie wizę Work&Travel, bo wtedy możesz pracować na połowę etatu. Ja takiej nie miałam, ale gdybym wyrobiła, wtedy mogłabym oficjalnie nawet pracować w firmie u mojej Hostki. Bo na przykład jeśli dziecko uczy się w szkole i w ciągu pierwszej połowy dnia muszę jedynie załatwić obiadek, to wtedy mogłabym dodatkowo coś dorobić. Bez wizy to już jest nielegalne.

A jak z wolnym czasem i podróżami?

Poznałam tam sporo ludzi z Polski, z którymi nawet miałam wspólnych znajomych w Polsce! Jednego kolegę poznałam za pomocą stronki Gumtree. Działa tak samo jak u nas, ale dodatkowo jest tam bardzo rozwinięty dział dla podróżników, gdzie ludzie piszą, że mają miejsce i mogą kogoś przygarnąć albo jacyś podróżnicy ogłoszają, że wynajmują auto i szukają kogoś do dzielenia kosztów.
Jeśli się planuje zwiedzać, to akurat warto sprawdzić, czy ktoś nie szuka towarzyszy albo, czy po prostu nie opłaca się kupić samochodu. Dużo ludzi kupuje sobie auta, mieszka mieszka w nich, podróżując kilka miesięcy, a później je sprzedają. Warto pamiętać, że autostop w Australii jest zakazany, względów bezpieczeństwa, czasem między miastami jest pareset kilometrów kompletnego pustkowia. Oczywiście często nikt sobie z tego nic nie robi. Wczoraj oglądałam filmik jak chłopak załapał się w Australii na stopa helikopterem z jakimś znanym aktorem
Au Pair; Australia
fot. archiwum własne Michaliny Kupper


Co najbardziej Ci się podobało?

Oprócz podróży i nowych osób, to w tym czasie nauczyłam się trochę inaczej patrzeć na świat. Przestałam być taka ponura, jak to w Polsce często jest, stałam się bardziej życzliwa. W Australii ludzie nie zamykają domów, mogą w otwartym samochodzie zostawiać kluczyki, wszyscy są tacy wyluzowani, wszystkim ufają i tego też się od nich nauczyłam (chyba dlatego tak naiwnie mnie okradziono).

A czegoś brakowało?

Najbardziej mi brakowało obozu harcerskiego! Po raz pierwszy od chyba 14 lat nie spędziłam tych kilku tygodni w lesie jak jakiś dzikus. Oglądałam zdjęcia i normalnie płakałam, szczególnie, że byłam wtedy w rejonie, gdzie było sucho, pył, czerwona ziemia... Pamiętam, że jak wróciłam do Polski i widziałam te krzaki i las, to tak się tym cieszyłam. Wyjeżdżałam do lasu, by się pogapić na drzewa...
Au Pair; Australia
fot. archiwum własne Michaliny Kupper

*Okradziono mnie w bardzo głupi sposób, ale podzielę się tym, by kogoś uprzedzić. Otóż szukałam sobie rodzinę na portalu dla Au Pair, gdzie ktoś założył sobie profil i proponował pracę w Londynie. Chciałam tam pracować, rodzina wydawała się w porządku. Napisali, że muszę jakoś zaświadczyć, że mam pieniądze i dlatego mam je wpłacić na swoje konto przekazów pieniężnych. Zrobiła to moja mama w Polsce, nie czytając regulaminu w którym zaznaczają, aby nic nie udostępniać osobom trzecim. Ja o tym nie wiedząc udostępniłam zaświadczenie z informacjami, że konto jest utworzone. Zabrali wszystkie pieniądze, chociaż teoretycznie musieliby mieć mój dokument i być mną, więc nie wiem, jak to zrobili i ile osób w ten sposób okradziono...

Tak wyglądała historia Michaliny, którą Ty też możesz przeżyć, a może masz swoją ciekawą historię o podróżach? Chcesz się nią podzielić? Napisz do mnie 😉
Au Pair; Australia
fot. archiwum własne Michaliny Kupper


You Might Also Like

0 komentarze